środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział 1

Violetta
  Gdy nagle mój telefon zaczął dzwonić. Zignorowaliśmy to.Moja komórka nie ustawała tylko dalej dzwoniła.Zrezygnowana zeszłam z Davida i odebrałam ją.
  -Halo?!-krzyknęłam zła.
  -Cześć Violu.-znowu on i ten jego cholernie seksowny głos.
  - Cześć Leon, coś się stało?
  - No bo chciałbym zaprosić cię na kolację.
  - Ale wieeesz... Jestem trochę zajęta.
  - Pieprzeniem pana Davida O' Connora?
  - Co? Skąd ty to...?
  - Mam swoje sposoby baybe.
  -Wiesz co? Śmieszny jesteś. Najpierw zapraszasz mnie na kawę,a potem na dodatek mnie śledzisz! Jesteś nienormalny! Nie dzwoń do mnie!
  -Jeszcze zobaczymy.-powiedział tajemniczo i się rozłączył. On jest jakiś nienormalny! Rozdrażniona usiadłam na łóżku i schowałam twarz w dłonie.
- Misiek, co jest - zaczął gładzić mnie swoją dłonią po plecach.
- David, straciłam ochotę na jakąkolwiek zabawę dzisiejszej nocy.
- Rozumiem. Idziemy spać?
- Jasne - powiedziałam, wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Po załatwieniu wieczornych czynności, ubrana w piżamę położyłam się do łóżka. Dav (czyt. Dejw) przytulił mnie i po jakiejś dłuższej chwili zasnął. Ja jakoś nie mogłam. Po głowie cały czas chodził mi Leon Verdas, mój jakże przystojny szef. Po co ja wogule zgodziłam się na tę posadę jego asystentki?
Zamknęłam oczy i zasnęłam. Śnił mi się nie kto inny jak pan Verdas.
Jak zawsze siedziałam na lunchu z moimi koleżankami. Rozmawialiśmy o pracy i wielu innych rzeczach. W końcu odezwała się Loretta. 
- Patrzcie, pan Verdas tu idzie - i faktycznie. Usiadł na miejscu między mną a Jasmine. 
- Dzień dobry, mogę porwać wam na moment panią Castillo?
- Proszę - odpowiedziały, a ja wraz z Verdasem wstaliśmy i poszliśmy, jak później się okazało, do jego gabinetu. On usiadł na swoim fotelu, a ja naprzeciwko niego.
- Coś się stało Leon? - zapytałam.
- Viola, ja już tak dłużej nie mogę! Kocham cię, a widok ciebie całującej się z O'connerem wcale mi humoru nie poprawia! Zdecyduj, albo on, albo ja - podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach. Po chwili namysłu odpowiedziałam.
- Oczywiście, że wybieram ciebie. Nie wiem tylko jak przekazać to Davidowi.
- Violetta... Mam nawet pomysł.
- Opowiadaj kotku - zaczął mi opowiadać plan, który był banalny, ale i całkiem niezły. 
- To do zobaczenia u ciebie o 17 tygrysico - wyszeptał mi do ucha.
- Papa - wyszłam z jego gabinetu i poszłam do swojego. Zabrałam torebkę i wyszłam z wielkiego wieżowca. 
Będąc już pod domem przypomniałam sobie, że klucze zostawiłam w biurze. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do jednej z moich koleżanek z pracy. Nie odebrała, podobnie jak każda inna której miałam numer. Zostało mi już tylko zadzwonić do Leona.
- Leon Verdas, słucham?
- Panie Leonie Verdasie, proszę  pana aby zajrzał pan do mojego gabinetu i sprawdził czy są tam moje klucze od domu.
- Są, a co? Zapomniało się?
- No troszeczkę.
Mój sen przerwał mi dzwoniący telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. No nieee!!! Znowu on. Czy on się kiedyś ode mnie odwali?! Odebrałam.
- Tak słucham? - odebrałam z udawanym ziewaniem.
- Witam pani Castillo? Obudziłem?
- Tak jakby... Coś się stało, że dzwonisz - spojrzałam na zegarek, który był na szafce nocnej - o 3 nad ranem?
- Nie, to znaczy tak.
- To tak, czy nie? Wiesz co, mam ochotę jeszcze iść spać przed wyjściem do pracy, więc się streszczaj.
- No proszę... Zadziorna, lubię takie - już miał coś powiedzieć, ale ja się rozłączyłam. Nie mam zamiaru słuchać tego więcej słuchać. Jest 3 w nocy, a ja już raczej nie zasnę.Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Przemyłam twarz ciepłą wodą i przejrzałam się w lustrze. Nie wyglądałam najlepiej, ale też nie najgorzej. Wyszłam z łazienki i poszłam do kuchni. Wyjęłam z lodówki sok marchwiowy. Nalałam do szklanki i poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i zaczęłam sączyć napój.
Co ten Verdas ode mnie chce? Mógłby być z każdym, a on wybiera mnie... Dziwne. Co taki ktoś jak on chciałby od takiego kogoś jak ja? To się robi chore.
Gdy chciałam wziąć kolejnego łyka spostrzegłam się, że sok się skończył. Odłożyłam szklankę na szklany stolik i się położyłam. Chwilę tak leżałam, aż wreście zasnęłam.

Obudziłam się w łóżku przykryta białą kołdrą. Przecież dobrze pamiętam, że zasnęłam w salonie. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Tak jak w nocy weszłam do kuchni, ale tym razem nie po sok. Na blacie leżała karteczka, a na niej napis:
Droga Violu!
Szkoda, że nie mogliśmy tej nocy spędzić inaczej, ale trudno. 

Znalazłem Cię rano na kanapie, nie wiem co tam robiłaś, ale nie ważne, postanowiłem Cię przenieść do łóżka. Znając życie czytasz ta kartkę gdzieś koło 12.00. Zgadłem? Spokojnie, załatwiłem Ci dzisiaj wolne, nie martw się. Jak wrócę to nadrobimy to co zaczęliśmy wczoraj.
Twój D.

 _________________________________________________________________________________
__________________________________________________________________________________
Hej!
Rozdział 1 za Wami.
Podoba Wam się?
Mnie niespecjanie...
Ale cóż, bywa.
Nie chciałam robić dłuższego, bo potem byłby już nudny...

Mają być dłuższe rozdziały?
Piszcie na dole w komentarzach.
Lauren

1 komentarz:

  1. Cuuudo *-*
    Zapraszam do mnie.
    http://you-never-know-when-death.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń